Te trzy słowa nie bez przyczyny zapisałam w takiej kolejności. Dlaczego…? Hm…Bo w czasie tzw. : „gorączki świątecznej”, która nas dopada powinniśmy przede wszystkim pomyśleć o naszym dziecku, o jego potrzebach, a później… o prezentach dla niego.

Brzmi kontrowersyjnie? Może tak, ale…

Nasze dziecko czeka na nas z utęsknieniem, kiedy spóźnieni i zmęczeni wracamy z pracy. To ono pyta opiekuna lub nauczyciela „która godzina”, bo doskonale pamięta, że obiecaliśmy wrócić o 17:00. A kiedy już jesteśmy – chce nas na chwilę zatrzymać dla siebie. Przytula się, opowiada, tańczy, krzyczy, śpiewa, kurczowo nas przytrzymuje. Nie przeoczmy tego …To są ważne sprawy… Dlaczego? Ponieważ dziecko, swoim, często ubogim jeszcze słownictwem, domaga się od nas: słowności, obecności, uwagi, cierpliwości, czasu i spokoju. To właśnie takie „drobiazgi” budują u dziecka poczucie bezpieczeństwa, które jest fundamentem jego harmonijnego i pełnego rozwoju. To na tej między innymi podstawie budujemy spójną, zdrową osobowość naszej pociechy, wpływamy na to, kim się stanie w przyszłości. Czy będzie umiało być słownym, rzetelnym człowiekiem czy też raczej – osobą ciągle poszukującą i zbłąkaną w świecie swoich (stale niezaspokojonych) potrzeb?

Więc zanim sięgniemy po prezentowe klocki lego, tablety, laptopy, kolejne lalki i koniki, zastanówmy się, czy daliśmy swojemu dziecku uwagę, słowność, czas i cierpliwość, czy wystarczająco o to dbamy. Następnie wsłuchajmy się w dziecko, czego ono tak naprawdę potrzebuje i dopiero wtedy ruszajmy na poszukiwanie prezentów

 

 

Marlena Ryś – Celuch