Istnieje mit, że jeśli dziecko już samodzielnie siedzi i może utrzymać się na nocniku, to warto zatroszczyć się o ten gadżet w domu i dziecko do niego przyzwyczajać. Tak wiec, nie czkając długo biegniemy do sklepu i kupujemy kolorowe, grające, śpiewające nocniczki. Dajemy nocnik naszemu dziecku, a ono… zakłada go na głowę, chowa tam zabawki…

Na początku jest to zabawnie, a potem powstaje pytanie: no tak, a co z siusianiem? Dlaczego tak się dzieje….

Dziecko uczy się przez obserwacje. Rzeczy, które mu dajemy, są mu często nieznane, czasem coś przypominają. To tak, jakbyśmy dostali coś w kształcie zbliżonym do grającego kapelusza czy czapki i usłyszeli, że tam mamy sikać. Przecież zawsze coś takiego nosiliśmy na głowie…

Zaobserwuj  czy Twoje dziecko jest gotowe na nocnik. Czyli:

Czy domaga się, aby sadzać je na sedes, bo chce załatwiać się tak jak ty?

Czy widać po nim dyskomfort, kiedy zrobi siku do pieluchy?

Czy odróżnia moment chcenia siusiu od siusiania np.: czy zachowuje się dziwnie, kiedy napływa do niego potrzeba np.: przestępuje z nogi na nogę?

Uznaje się, że właściwy moment na wysadzanie dziecka, to czas intensywnego rozwoju mowy. Kiedy dziecko zaczyna mówić wyraźnie i jest skłonne do analizy i syntezy słownej.

Lecz musimy pamiętać, że ten krok wymaga gotowości emocjonalnej, poznawczej i ruchowej dziecka. A dadzą o tym nam znać subtelne zmiany zachodzące w jego zachowaniu. Dlatego odstawmy na bok poradniki oraz porady doświadczonych koleżanek, wsłuchajmy się w naszą intuicję i obserwujmy naszą pociechę. Bo nasza rzeczywista otwartość na nasze dziecko jest bezcenna w jego ważnych, życiowych krokach.

 

Marlena Ryś – Celuch